Część 24.
Kiedy wróciła do domu,
położyła się na łóżku, wtulając się w poduszkę. Czuła się
okropnie, chociaż chyba była wdzięczna Sylwia, że zaaranżowanie
tego spotkania. Dziewczyna miała rację. Gdyby nie porozmawiała z
Pawłem jeszcze raz zupełnie spokojnie, ciągle zadręczałoby ją
wspomnienie pierwszego spotkania. Dzisiaj zobaczyła, że Paweł
naprawdę stara się ją zrozumieć, może nawet wybaczyć.
Jednocześnie jednak zdawała sobie sprawę, że znowu po raz kolejny
wywróciła mu życie do góry nogami. Tak jak nagle zniknęła, tak
też się pojawiła.
Podniosła pudełko leżące na podłodze obok łóżka i kładąc się na plecach, wyjęła z niego kilka zdjęć. Przez moment przeglądała je, wpatrując się w ich roześmiane twarze. Wiele by dała, by cofnąć czas, by to wszystko się nie stało, ale.. może tak właśnie miało być. Kiedy poczuła łzy na policzkach, odłożyła fotografie z powrotem do pudełka. Wstała, biorąc je w dłonie i podeszła do komody pod ścianą. Przykucnęła, ocierając łzy, otworzyła ostatnią szufladę i włożyła do niej pudełko. Tam było jego miejsce i byłoby jej o wiele łatwiej gdyby oprócz wszystkich zdjęć, mogła włożyć tam również wspomnienia, które chociaż chciała zapomnieć, ciągle bolały.
Podniosła pudełko leżące na podłodze obok łóżka i kładąc się na plecach, wyjęła z niego kilka zdjęć. Przez moment przeglądała je, wpatrując się w ich roześmiane twarze. Wiele by dała, by cofnąć czas, by to wszystko się nie stało, ale.. może tak właśnie miało być. Kiedy poczuła łzy na policzkach, odłożyła fotografie z powrotem do pudełka. Wstała, biorąc je w dłonie i podeszła do komody pod ścianą. Przykucnęła, ocierając łzy, otworzyła ostatnią szufladę i włożyła do niej pudełko. Tam było jego miejsce i byłoby jej o wiele łatwiej gdyby oprócz wszystkich zdjęć, mogła włożyć tam również wspomnienia, które chociaż chciała zapomnieć, ciągle bolały.
***
Przez jakiś czas siedział jeszcze na ławce, nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić. Tak samo z resztą nie wiedział co ma myśleć. Widział, że Majce też nie jest łatwo, że to wszystko ją bardzo dużo kosztuje. Wiedział, że żałuje, że nie chciała, żeby tak wyszło, ale miał wrażenie, że to wszystko go przerasta. Pół roku temu zniknęła prawie bez słowa, a teraz.. chociaż tak naprawdę niczego z jego strony nie oczekiwała, samo jej pojawienie się wszystko zmieniło. Do tej pory, a właściwie do momentu znalezienia łańcuszka, próbował sobie wmawiać, że Maja już go w ogóle nie interesuje, że może o niej nie myśleć. Teraz... nie potrafił nie myśleć. Ciągle wracał myślami do tego co mu opowiedziała, co musiała przeżyć. Z jednej strony martwił się o nią, jak sobie radzi, a z drugiej nie potrafił zapomnieć o tym, co przeżywał pół roku temu, jak cierpiał po jej wyjeździe. Teraz to wszystko wróciło razem z nią.
***
Kolejnego dnia rano nagle ze snu wyrwał ją dzwonek do drzwi. Poderwała się z łóżka, spoglądając na zegar.
- O Boże.. - Szepnęła do siebie, zdając sobie sprawę, że jest po 10. Szybko podeszła do drzwi, otwierając. - Sylwia, chodź. - Uśmiechnęła się do dziewczyny. - Nie będę krzyczeć.
- Spałaś? - Spojrzała na nią zaskoczona, wchodząc do środka.
- Mhm.. Przez pół nocy nie mogłam zasnąć... Idź do kuchni, zaraz przyjdę.. - Zniknęła za drzwiami łazienki.
Kiedy po kilkunastu minutach pojawiła się w kuchni, przywitał ją zapach świeżej kawy.
- Mm... kaawa... - Uśmiechnęła się. - Okej... - Usiadła na przeciwko, patrząc poważnie na przyjaciółkę. - Przyszłaś sprawdzić jak się trzymam..
- Wiem, że nie chciałaś tam iść, ale...
- Nie ważne. - Pokręciła głową. - Chyba miałaś rację... Dziękuję?
- ...
- Wszystko sobie
wyjaśniliśmy... Pa... Paweł naprawdę stara się wszystkiego nie
utrudniać.. Teraz już tylko zostało zapomnieć i zacząć życie
od nowa. - Spróbowała się uśmiechnąć, chociaż w czasem jak
mówiła w oczach zaiskrzyły jej się łzy. - Muszę w końcu
napisać te CV.
- Mama byłaby z ciebie dumna. - Posłała jej ciepły uśmiech.
- Zjesz ze mną śniadanie? - Zapytała po chwili wstając od stołu.
- Mama byłaby z ciebie dumna. - Posłała jej ciepły uśmiech.
- Zjesz ze mną śniadanie? - Zapytała po chwili wstając od stołu.
- I co mam tu napisać? -
Spojrzała bezradnie na przyjaciółkę.
- Pokaż.. - Stanęła za nią, spoglądając w ekran laptopa.
- Liceum, 'Oaza' i już. - Westchnęła. - Na pewno wszędzie mnie przyjmą...
- Jak będzie tak myśleć to na pewno. Dalej... Języki?
- Angielski.. podstawy niemieckiego... Zainteresowania? - Obejrzała się na Sylwię. - Jazda konna, książki.. Po co to komuś?
- Majka proszę Cię, możesz pomyśleć pozytywnie? Pokaż.. - Usiadła na krześle obok, przesuwając komputer w swoją stronę i włączając stronę z ogłoszeniami.
W końcu po długiej dyskusji Maja wysłała kilka maili, nie bardzo jednak wierząc, że otrzyma jakąkolwiek odpowiedź.
- Pokaż.. - Stanęła za nią, spoglądając w ekran laptopa.
- Liceum, 'Oaza' i już. - Westchnęła. - Na pewno wszędzie mnie przyjmą...
- Jak będzie tak myśleć to na pewno. Dalej... Języki?
- Angielski.. podstawy niemieckiego... Zainteresowania? - Obejrzała się na Sylwię. - Jazda konna, książki.. Po co to komuś?
- Majka proszę Cię, możesz pomyśleć pozytywnie? Pokaż.. - Usiadła na krześle obok, przesuwając komputer w swoją stronę i włączając stronę z ogłoszeniami.
W końcu po długiej dyskusji Maja wysłała kilka maili, nie bardzo jednak wierząc, że otrzyma jakąkolwiek odpowiedź.
***
- Cześć! - Podszedł do baru, spoglądając na Olkę. - Wiem, że miałem być wcześniej, pomóc z towarem..
- Dałam sobie radę. Wszystko w prządku? - Spojrzała na niego uważnie.
- Co? Taak... Dlaczego pytasz?
- Ostatnio... jesteś jakieś dziwny. Zamyślony? Jakby coś Cię gryzło.
- Nie... Wszystko w porządku. - Odpowiedział nieco zmieszany, odwracając wzrok. - Idę do biura... Zawołaj mnie jak Sylwia przyjdzie, okej?
- Mhm... Dzwoniła przed chwilą, że się spóźni...
- Jasne.
***
- No, to ja lecę do pracy. Jak ktoś się do ciebie odezwie od razu daj znać, tak? - Uśmiechnęła się patrząc jej w oczy.
- O ile się odezwie...
- Majka!
- No idź już. - Wysiliła się na uśmiech. - Muszę w końcu rozpakować ten nieszczęsny karton i w ogóle trochę posprzątać...
- I pamiętaj myśl pozytywnie. Paa. - Musnęła jej policzek.
Kiedy tylko zamknęła drzwi za przyjaciółką, oparła się o nie, pozwalając łzą, z którymi tak długo walczyła, spłynąć swobodnie po policzkach. Starała się nie pokazać dziewczynie jak jest jej ciężko, ile to wszystko ją kosztuje. To, że czuła się w porządku wobec Pawła po drugiej rozmowie, że wiedziała, że próbuje ją zrozumieć, to była jedna sprawa. Ale zupełnie czymś innym były wspomnienia, które wracały do niej przy każdej myśli o nim. Nie potrafiła tak po prostu się ich pozbyć. Kiedy wczoraj patrzyła na niego w parku tak bardzo chciała cofnąć czas, znów móc się do niego przytulić i w końcu poczuć bezpiecznie, móc nazwać go kotkiem... Nie wiedziała jak ma sobie z tym poradzić, jak zapomnieć.
***
- Paweł... - Okońska zapukała w ściankę oddzielającą biuro od schodów.
- Cześć. Chodź.. - Wysilił się na blady uśmiech. - Mam do ciebie prośbę. Wczoraj... wczoraj zupełnie o tym zapomniałem. Możesz oddać to Majce? - Wyjął z kieszeni łańcuszek i położył przed dziewczyną.
- Ale...
- To był prezent. Majka powinna go mieć.
- No tak, ale... nie wiem, czy ja powinnam to robić.
- Chcesz, żebyśmy się znowu spotkali? - Spojrzał na nią zaskoczony. - Nie. I naprawdę dziękuję ci za wczoraj, chociaż mogłaś mnie uprzedzić, ale... nie kombinuj już nic więcej, okej?
- Ale...
- Sylwia, wiem, że chcesz dobrze, ale tak będzie najlepiej.
***
Dwa tygodnie później.
Sylwia wiele razy próbowała przekonać Majkę, że powinna zacząć myśleć pozytywnie, jednak bez większego skutku. Dlatego ogromny zaskoczeniem był dla niej telefon z nowo otwartej kawiarni w centrum miasta.
Właśnie wyszła z lokalu z podpisaną umową w teczce. Pierwszy raz od bardzo dawna na jej twarzy pojawił się szczery uśmiech. Z ogromnym zdziwieniem przekonała się, że życie jednak może jeszcze zaskoczyć ją pozytywnie. Chociaż nie mogli zaproponować jej zbyt wysokiej pensji, miała zajęcie, a o to jej przede wszystkim chodziło. Wyjęła z torebki telefon, wybierając numer przyjaciółki.
- Cześć Sylwek, gdzie jesteś? - Zapytała od razu, gdy dziewczyna odebrała.
- Cześć. W 'Oazie', a coś się stało?
- W zasadzie tak... Chciałam do ciebie wpaść, ale...
- Chodź tutaj.
- Sylwia... - Chciała od razu zaprotestować, ale przyjaciółka od razu weszła jej w słowo.
- Paweł ma kilka dni wolnego. Chodź, dopiero za godzinę otwieramy, pogadamy spokojnie.
- No dobra... - Niechętnie
zgodziła się na tą propozycję.
Po kilkunastu minutach znalazła się pod klubem. Przez ostatnie dwa tygodnie zdołała odnaleźć jako taki spokój, teraz jednak od razu serce zaczęło jej bić o wiele szybciej niż zwykle. To miejsce nadal znaczyło dla niej bardzo dużo.
W końcu wzięła głęboki wdech i pchnęła ciężkie drzwi, wchodząc do środka. Na sali panował półmrok. Za barem dostrzegła blondynkę, którą widziała tu już ostatnim razem.
Ola również od razu ją zauważyła. Przyglądała jej się uważnie, gdy podchodziła powoli do baru. Teraz była już pewna, że za pierwszym razem się nie pomyliła, kiedy wydała jej się dziwnie znajoma.
- Przepraszam, jeszcze zamknięte. - Olka odezwała się, kiedy brunetka podeszła dostatecznie blisko.
- Tak, wiem... Ja do Sylwii... - Uśmiechnęła się niepewnie.
- Majka! - Z drzwi do magazynu wyłoniła się Okońska i podchodząc do Mai musnęła jej policzek. - Co jest? - Spojrzała na dziewczynę, dostrzegając jej uśmiech.
- … - Bez słowa podała jej teczkę.
- Co to? - Zapytała, nie do końca rozumiejąc.
- Zobacz. Tylko nie mów 'a nie mówiłam'!
- … - Otworzyła teczkę, spoglądając na kartkę w środku. - Umowa? Masz pracę? Brawo Mała! - Uśmiechnęła się szeroko, przytulając dziewczynę. - To trzeba to uczcić, co? Czego się napijesz? - Podeszła do baru.
- Sok?
- No tak... - Uśmiechnęła się do siebie. - A właściwie to Wy się nie znacie. Maja – Ola, Ola – Maja.
- Hej. - Blondynka wyciągnęła dłoń w stronę Chojnackiej. - Chyba Cię skądś kojarzę...
- Nie możliwe. - Pokręciła głową i odeszła w stronę jednego ze stolików. - Dzięki. - Uśmiechnęła się, kiedy Sylwia postawiła przed nią szklankę z sokiem pomarańczowym.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, co?! - Usiadła naprzeciwko, spoglądając na nią wyczekująco.
- Nie zdążyłam. Wczoraj zadzwonili.
- Ty się naprawdę cieszysz. - Uśmiechnęła się, widząc nieudawaną radość na twarzy Chojnackiej.
- W końcu mogę się czymś zająć i jakoś tak chyba powoli się układa.
- Dobrze, że tak myślisz i się nie poddajesz.
- Wiesz, nie jest łatwo, ale... co innego mogę robić? - Uśmiechnęła się delikatnie. Po chwili odwróciła wzrok rozglądając się po sali. - Dziwnie się tu czuję... Tyle czasu minęła odkąd przyszłam tu pierwszy raz... - Od razu z jej twarzy zniknął uśmiech, a oczach pojawił się smutek.
- Hej, mogę mieć do Ciebie prośbę?
- Mhm.
- Dzisiaj cały dzień masz się uśmiechać tak jak przed chwilą kiedy tu weszłaś, okej?
- Sylwia... - Pokręciła z rozbawieniem głową.
- Szlak mnie trafi! Olka! Paweł zostawił zamówienia? - W pewnym momencie z góry zbiegł Janek, wyraźnie zdenerwowany. Podchodził właśnie do baru, kiedy nagle przystanął zauważając Chojnacką przy jednym ze stolików. - Majka? Co Ty tu robisz? Majeczka, no chodź tu.. - Podszedł do trochę przestraszonej dziewczyny, wyciągając ręce w jej stronę. - Coś Ty to nawywijała co? - Spojrzał jej w oczy, odsuwając od siebie, po chwili.
- Przepraszam. - Wyszeptała, spuszczając głowę.
- Janek. - Sylwia spojrzała na Zawadzkiego.
- Dobra, nie ważne. Fajnie, że jesteś. - Uśmiechnął się.
Po kilkunastu minutach znalazła się pod klubem. Przez ostatnie dwa tygodnie zdołała odnaleźć jako taki spokój, teraz jednak od razu serce zaczęło jej bić o wiele szybciej niż zwykle. To miejsce nadal znaczyło dla niej bardzo dużo.
W końcu wzięła głęboki wdech i pchnęła ciężkie drzwi, wchodząc do środka. Na sali panował półmrok. Za barem dostrzegła blondynkę, którą widziała tu już ostatnim razem.
Ola również od razu ją zauważyła. Przyglądała jej się uważnie, gdy podchodziła powoli do baru. Teraz była już pewna, że za pierwszym razem się nie pomyliła, kiedy wydała jej się dziwnie znajoma.
- Przepraszam, jeszcze zamknięte. - Olka odezwała się, kiedy brunetka podeszła dostatecznie blisko.
- Tak, wiem... Ja do Sylwii... - Uśmiechnęła się niepewnie.
- Majka! - Z drzwi do magazynu wyłoniła się Okońska i podchodząc do Mai musnęła jej policzek. - Co jest? - Spojrzała na dziewczynę, dostrzegając jej uśmiech.
- … - Bez słowa podała jej teczkę.
- Co to? - Zapytała, nie do końca rozumiejąc.
- Zobacz. Tylko nie mów 'a nie mówiłam'!
- … - Otworzyła teczkę, spoglądając na kartkę w środku. - Umowa? Masz pracę? Brawo Mała! - Uśmiechnęła się szeroko, przytulając dziewczynę. - To trzeba to uczcić, co? Czego się napijesz? - Podeszła do baru.
- Sok?
- No tak... - Uśmiechnęła się do siebie. - A właściwie to Wy się nie znacie. Maja – Ola, Ola – Maja.
- Hej. - Blondynka wyciągnęła dłoń w stronę Chojnackiej. - Chyba Cię skądś kojarzę...
- Nie możliwe. - Pokręciła głową i odeszła w stronę jednego ze stolików. - Dzięki. - Uśmiechnęła się, kiedy Sylwia postawiła przed nią szklankę z sokiem pomarańczowym.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, co?! - Usiadła naprzeciwko, spoglądając na nią wyczekująco.
- Nie zdążyłam. Wczoraj zadzwonili.
- Ty się naprawdę cieszysz. - Uśmiechnęła się, widząc nieudawaną radość na twarzy Chojnackiej.
- W końcu mogę się czymś zająć i jakoś tak chyba powoli się układa.
- Dobrze, że tak myślisz i się nie poddajesz.
- Wiesz, nie jest łatwo, ale... co innego mogę robić? - Uśmiechnęła się delikatnie. Po chwili odwróciła wzrok rozglądając się po sali. - Dziwnie się tu czuję... Tyle czasu minęła odkąd przyszłam tu pierwszy raz... - Od razu z jej twarzy zniknął uśmiech, a oczach pojawił się smutek.
- Hej, mogę mieć do Ciebie prośbę?
- Mhm.
- Dzisiaj cały dzień masz się uśmiechać tak jak przed chwilą kiedy tu weszłaś, okej?
- Sylwia... - Pokręciła z rozbawieniem głową.
- Szlak mnie trafi! Olka! Paweł zostawił zamówienia? - W pewnym momencie z góry zbiegł Janek, wyraźnie zdenerwowany. Podchodził właśnie do baru, kiedy nagle przystanął zauważając Chojnacką przy jednym ze stolików. - Majka? Co Ty tu robisz? Majeczka, no chodź tu.. - Podszedł do trochę przestraszonej dziewczyny, wyciągając ręce w jej stronę. - Coś Ty to nawywijała co? - Spojrzał jej w oczy, odsuwając od siebie, po chwili.
- Przepraszam. - Wyszeptała, spuszczając głowę.
- Janek. - Sylwia spojrzała na Zawadzkiego.
- Dobra, nie ważne. Fajnie, że jesteś. - Uśmiechnął się.
***
Potrzebował oderwać się od tego wszystkiego, przestać myśleć o tym co przez ostatni czas działo się w Warszawie. Miał wrażenie, że jeśli jeszcze raz będzie próbował przeanalizować wszystko co kierowało Majką, zwariuje. Dlatego w końcu spakował kilka rzeczy i wsiadł w samochód.
Nie całą godzinę później zatrzymał się pod przychodnią w Gródku. Wyjął z samochodu torbę i wbiegł po schodach, naciskając dzwonek. Po chwili w drzwiach pojawiła się Marysia.
- Paweł? A co ty tu robisz? - Zaskoczona, pocałowała syna w policzek. - Chodź.
- Cześć mamo. Mogę na trochę?
- Paweł czemu pytasz? Przecież wiesz, że to jest też twój dom... Wszystko w porządku?
- Tak. Mam urlop i postanowiłem odwiedzić moją ulubioną mamę. - Uśmiechnął się, obejmując Rogowską ramieniem. - Masz jeszcze tą dobrą kawę co ostatnio?
***
- Zasnęła. - Uśmiechnął się do Marysi, wychodząc z pokoju młodszej siostry.
- Paweł, mogę Cię o coś zapytać? - Zapytała, kiedy usiadł obok, sięgając po kubek z herbatą.
- … - Przytaknął.
- Zawsze przyjeżdżałeś tak niespodziewanie, kiedy coś się działo... Paweł... - Spojrzała na niego uważniej, kiedy wstał podchodząc do okna.
- Za dobrze mnie znasz. - Stwierdził, nie patrząc na matkę. - Musiałem na chwilę wyrwać się stamtąd...
- Ale... Paweł masz jakieś problemy, stało się coś złego?
- Złego? Nie... - Zaprzeczył powoli. - Majka wróciła do Polski.
- Majka?! - Powtórzyła zaskoczona. - Jak to? Widzieliście się?
- Tak. Rozmawialiśmy, wyjaśniliśmy sobie prawie wszystko i... nie wiem. Z jednej strony naprawdę próbuję ją zrozumieć, nie potrafię sobie wyobrazić przez co przeszła, ale z drugiej...
- A powiesz mi co się wtedy stało?
- … - Westchnął i biorąc głęboki wdech, zaczął opowiadać wszystko to, co usłyszał od Majki.
- Boże... - Marysia pokręciła tylko głową, nie potrafiąc uwierzyć w to co słyszała.
- Spotkaliśmy się dwa razy, żeby jakoś to... sensownie zakończyć, ale... zupełnie nie potrafię przestać o tym myśleć.
- Kochasz ją?
- … - Przeniósł spojrzenie na matkę, zaskoczony pytaniem. - Nie. Nie wiem. Nie wiem, czy... kiedykolwiek będę mógł jej zupełnie wybaczyć. - Dokończył po chwili. - Zapomnieć, zrozumieć, że nic nie mogła zrobić... To jest bez sensu. Nie powinienem w ogóle się już nad tym wszystkim zastanawiać.
Komentarze
Prześlij komentarz