Część 21.
***
Dwa tygodnie później.
Sylwia uparcie starała się zająć czymś Majkę, wyciągała na spacery, zakupy. Chociaż Chojnacka nadal unikała tematu Australii i Pawła, to w końcu zaczęła znowu stawać na nogi.
- Cześć. - Uśmiechnęła się do Okońskiej, muskając jej policzek i zdejmując ciemne okulary.
- Cześć Mała. Jak się czujesz? - Zapytała, siadając z powrotem na ławce.
- Generalnie dobrze...
- A... kiedy załatwisz jeszcze jedną ważną sprawę? - Spojrzała na nią, unosząc brwi do góry.
- Sylwia to nie jest takie proste.. - Westchnęła, patrząc przed siebie.
- Wiem, ale.. jak będziesz zwlekać będzie tylko gorzej... Paweł już nic nie mówi, ale widzę, że ciągle myśli o tym wszystkim, o łańcuszku... Majka przecież on wie, że wróciłaś.
- Sylwia proszę Cię! Nie chcę tego słuchać.. - Pokręciła głową.
- Tylko ja już nie mogę patrzeć jak się oboje męczycie. Spotkaj się z nim, porozmawiajcie, wyjaśnijcie sobie wszystko. Sama mówiłaś..
- Mówiłam. - Przerwała jej, przytakują. - Ale ja nie jestem gotowa, żeby się z nim zobaczyć.
- A kiedy będziesz?
- Nie wiem? - Odpowiedziała niepewnie.
- No właśnie...
Godzinę później Sylwia zaczęłam zbierać się do 'Oazy', wspominając, że musi wrócić zanim Paweł wyjdzie. Majka została jeszcze w parku, myśląc nad rozmową z przyjaciółką. Wiedziała, że w jakimś stopniu na pewno ma racje, bo czy kiedykolwiek będzie gotowa, żeby spokojnie spotkać się z Pawłem? Zawsze będzie się bała jak zareaguje, co od niego usłyszy...
W końcu wstała z ławeczki wyszła z parku. Chciała wrócić do domu, jednak kiedy znalazła się już na chodniku, zatrzymała się. Nie była wcale tak daleko od dzielnicy gdzie mieszkał Zduński i gdzie ona mieszkała jeszcze nie tak dawno temu.
Sama nie wiedziała dlaczego to robi. Wiele by dała, żeby tą jedną, jedyną rozmowę pominąć. Ale wiedziała, że nie może.
Powoli weszła po schodach i po chwili znalazła się pod właściwymi drzwiami. Automatycznie w jej oczach pojawiły się łzy. Podniosłą drżącą dłoń i nacisnęła dzwonek. Serce waliło jej jak szalone. Najchętniej odwróciłaby się i uciekła, ale było już za późno. W tej samej chwili usłyszała wewnątrz kroki i zgrzyt zamka.
Dwa tygodnie później.
Sylwia uparcie starała się zająć czymś Majkę, wyciągała na spacery, zakupy. Chociaż Chojnacka nadal unikała tematu Australii i Pawła, to w końcu zaczęła znowu stawać na nogi.
- Cześć. - Uśmiechnęła się do Okońskiej, muskając jej policzek i zdejmując ciemne okulary.
- Cześć Mała. Jak się czujesz? - Zapytała, siadając z powrotem na ławce.
- Generalnie dobrze...
- A... kiedy załatwisz jeszcze jedną ważną sprawę? - Spojrzała na nią, unosząc brwi do góry.
- Sylwia to nie jest takie proste.. - Westchnęła, patrząc przed siebie.
- Wiem, ale.. jak będziesz zwlekać będzie tylko gorzej... Paweł już nic nie mówi, ale widzę, że ciągle myśli o tym wszystkim, o łańcuszku... Majka przecież on wie, że wróciłaś.
- Sylwia proszę Cię! Nie chcę tego słuchać.. - Pokręciła głową.
- Tylko ja już nie mogę patrzeć jak się oboje męczycie. Spotkaj się z nim, porozmawiajcie, wyjaśnijcie sobie wszystko. Sama mówiłaś..
- Mówiłam. - Przerwała jej, przytakują. - Ale ja nie jestem gotowa, żeby się z nim zobaczyć.
- A kiedy będziesz?
- Nie wiem? - Odpowiedziała niepewnie.
- No właśnie...
Godzinę później Sylwia zaczęłam zbierać się do 'Oazy', wspominając, że musi wrócić zanim Paweł wyjdzie. Majka została jeszcze w parku, myśląc nad rozmową z przyjaciółką. Wiedziała, że w jakimś stopniu na pewno ma racje, bo czy kiedykolwiek będzie gotowa, żeby spokojnie spotkać się z Pawłem? Zawsze będzie się bała jak zareaguje, co od niego usłyszy...
W końcu wstała z ławeczki wyszła z parku. Chciała wrócić do domu, jednak kiedy znalazła się już na chodniku, zatrzymała się. Nie była wcale tak daleko od dzielnicy gdzie mieszkał Zduński i gdzie ona mieszkała jeszcze nie tak dawno temu.
Sama nie wiedziała dlaczego to robi. Wiele by dała, żeby tą jedną, jedyną rozmowę pominąć. Ale wiedziała, że nie może.
Powoli weszła po schodach i po chwili znalazła się pod właściwymi drzwiami. Automatycznie w jej oczach pojawiły się łzy. Podniosłą drżącą dłoń i nacisnęła dzwonek. Serce waliło jej jak szalone. Najchętniej odwróciłaby się i uciekła, ale było już za późno. W tej samej chwili usłyszała wewnątrz kroki i zgrzyt zamka.
Właśnie wrócił z klubu
i zabierał się za przygotowanie czegoś do jedzenia, kiedy rozległ
się dzwonek. Niechętnie poszedł i otworzył. Kiedy podniósł
wzrok na osobę za progiem i zamarł.
Kiedy tylko go zobaczyła wszystko wróciło. Łzy wbrew jej woli zaczęły spływać po policzkach.
- Przepraszam. - Wyszeptała jedynie, nie mogąc powstrzymać płaczu.
- ... - Wpatrywał się w nią bez żadnego słowa, ruchu... Od jakiegoś czasu był już pewien, że wróciła. Ale zobaczyć ją tutaj to było coś zupełnie innego.
- Ja.. - Zaczęła łamiącym się głosem, unikając jego wzroku. - Ja wiem, że... że nie chcesz mnie znać. Ale ja.. ja muszę Ci to wytłumaczyć. Tylko tyle. - Po raz pierwszy spojrzała mu w oczy. Zobaczyła w nich iskrzące się łzy i niepewność.
Bez słowa odsunął się, wpuszczając dziewczynę do środka.
Wchodząc do mieszkania, w którym tyle przeżyła, z którym wiązało się tyle wspomnień, poczuła kolejną falę płaczu. Przeszła do salonu i usiadła na kanapie, wbijając wzrok w podłogę. Podążył za nią, odsunął krzesło od stołu i usiadł na przeciwko.
- Dlaczego? - Zapytał drżącym głosem. Z jednej strony czuł, że również w jego oczach zaczynając pojawiać się łzy, a z drugiej... nadal czuł żal i złość.
- Ja.. nie miałam innego wyboru. - Zaczęła, nie patrząc nawet w jego stronę. - Chciałam dać nam czas..
- Żebym zerwał do końca kontakt z Magdą?
- Kiedy przyleciałyśmy do Wiednia... - Zignorowała jego pytanie. - Dowiedziałam się, że pewni ludzie szantażują mamę. Wiedzieli o nas wszystko. - Mówiła powoli, próbując zapanować nad głosem i złami wydostającymi się z oczu. - Byli zdolni do wszystkiego.. - Wzięła głęboki oddech. - Musiałam... musiałam przekonać Cię, żeby mnie nie szukał. Nie mogłam... nie mogłam Cię narażać. - Wiedziała, że to wszystko będzie trudno, ale nie wiedziała, że aż tak.
- W tedy mnie okłamałaś, czy robiłaś to cały czas przedtem? - Zadał kolejne pytanie, jakby nie przywiązując żadnej wagi do tego co właśnie mówiła.
- Co?! - Spojrzała na niego.
- Kiedy kłamałaś?! - Podniósł głos, patrząc na nią przenikliwie.
- Paweł.. ja... Tylko mówiąc, że nie kocham mogłam przekonać Cię, żeby przestał mnie szukać! Tylko tak mogłam Cię ochronić! Nie wiem do czego byliby zdolni, gdybym utrzymywała z Tobą kontakt. Rozumiesz?! - Wyrzucała z siebie, płacząc. - Nawet nie wiesz jak było mi trudno, kiedy dzwoniłeś, pisałeś, przyjeżdżałeś, a ja musiałam przekonać Cię, że nic nie czuję! To było piekło przed którym musiałam Cię ochronić! Wiedziałam, że stracę Cię na zawsze, że mnie znienawidzisz, ale musiałam to zrobić! - Kończąc ostatnie zdanie poderwała się z kanapy i odkładając pierścionek na stół, wybiegła z mieszkania. Nie mogła tam dłużej zostać, nie mogła znieść jego wzroku... Kiedy wypadła przed kamienicę prawie nic nie widziała przez łzy wypływające z jej oczu. Ruszyła przed siebie.
Wiedziała, że nie powinna tam teraz iść, ale nie miała innego pomysłu. Próbując obetrzeć łzy, weszła do 'Oazy' rozglądając po znajomym wnętrzu. Za barem stała młodziutka blondynka, a Sylwia ścierała stoliki. Okońska dopiero po dłuższej chwili dostrzegła Majkę stojącą przy wejściu.
- Maja? Co Ty tu robisz? - Ruszyła w jej stronę. - O Boże.. - Dopiero po chwili w ciemny wnętrzu dostrzegła jej zaczerwienione i opuchnięte oczy. - Co się stało?
- ... - Bez słowa, wtuliła się w ramiona przyjaciółki wybuchając płaczem.
- Majka? - Gładziła jej głowę. - Co się stało? Nie płacz..
- Poszłam... poszłam...
- Byłaś u Pawła? - Odsunęła ją od siebie, spoglądając jej w oczy.
- ... - Przytaknęła tylko.
- Chodź... - Objęła ją ramieniem, prowadząc na zaplecze.
- Nie powinnam tu przychodzić.. Ale...
- Maja, proszę Cię, nie płacz... Poszłaś do Pawła i co? - Spojrzała na nią uważnie, kucając na przeciwko.
- Ja wiedziałam, że mnie nie chce znać, że.. Ale.. ten jego wzrok, taki... Zapytał mnie.. kiedy kłamałam.
- To znaczy?
- Kiedy mówiłam, że go nie kocham, czy że kocham.
- Sylwia! - W drzwiach pojawiła się Ola. - Chodź na moment..
- Już idę.. Majka, to wszystko jest trudne dla Was obojga. Powiedziałaś Pawłowi to co mi, prawda? Daj mu trochę czasu.
- Na co? Sylwia, Ty naprawdę myślisz, że.... Nie. - Pokręciła głową, ocierając łzy. - Nigdy się nawet nie łudziłam. Wiem, że to jest koniec, po prostu... chciałabym, żeby mnie zrozumiał.
- Zrozumie. - Uśmiechnęła się do niej ciepło. - Zaraz wrócę.
***
Przez chwile siedział z twarzą ukrytą w dłoniach. Próbował to wszystko jakoś ogarnąć. Majka wróciła, próbowała się tłumaczyć... W końcu wstał i wyszedł z mieszkania, trzaskając za sobą drzwiami. Był wściekły, ale nie wiedział dlaczego. Dlatego, że zniknęła bez słowa, czy dlatego, że nie potrafił z nią spokojnie porozmawiać i jej wysłuchać?
Może trochę podświadomie dotarł pod drzwi pubu, ale ostatecznie nie wszedł do środka. Potrzebował chwili samotności,a tego tam by na pewno nie znalazł. Ostatecznie trafił do parku. Usiadł na ławce i wyjął z kieszeni łańcuszek Majki. Od dnia kiedy Ola znalazła go pod 'Oazą' stale miał go przy sobie. Sam nawet nie wiedział po co.. Przecież obiecał sobie jakiś czas temu, że chce zapomnieć o Chojnackiej raz na zawsze, a tymczasem ten niewielki przedmiot skutecznie mu o niej przypominał. Chociaż utwierdzał go też w przekonaniu, że dziewczyna wróciła, to jednak nie potrafił sobie wyobrazić, że w końcu się spotkają, że będą musieli porozmawiać. Aż do tego dnia.
Ciągle miał przed oczami jej zapłakaną twarz, jej oczy przepełnione strachem. Ciągle słyszał, jak powtarzała, że nie miała innego wyjścia, że musiała go chronić...
Kiedy tylko go zobaczyła wszystko wróciło. Łzy wbrew jej woli zaczęły spływać po policzkach.
- Przepraszam. - Wyszeptała jedynie, nie mogąc powstrzymać płaczu.
- ... - Wpatrywał się w nią bez żadnego słowa, ruchu... Od jakiegoś czasu był już pewien, że wróciła. Ale zobaczyć ją tutaj to było coś zupełnie innego.
- Ja.. - Zaczęła łamiącym się głosem, unikając jego wzroku. - Ja wiem, że... że nie chcesz mnie znać. Ale ja.. ja muszę Ci to wytłumaczyć. Tylko tyle. - Po raz pierwszy spojrzała mu w oczy. Zobaczyła w nich iskrzące się łzy i niepewność.
Bez słowa odsunął się, wpuszczając dziewczynę do środka.
Wchodząc do mieszkania, w którym tyle przeżyła, z którym wiązało się tyle wspomnień, poczuła kolejną falę płaczu. Przeszła do salonu i usiadła na kanapie, wbijając wzrok w podłogę. Podążył za nią, odsunął krzesło od stołu i usiadł na przeciwko.
- Dlaczego? - Zapytał drżącym głosem. Z jednej strony czuł, że również w jego oczach zaczynając pojawiać się łzy, a z drugiej... nadal czuł żal i złość.
- Ja.. nie miałam innego wyboru. - Zaczęła, nie patrząc nawet w jego stronę. - Chciałam dać nam czas..
- Żebym zerwał do końca kontakt z Magdą?
- Kiedy przyleciałyśmy do Wiednia... - Zignorowała jego pytanie. - Dowiedziałam się, że pewni ludzie szantażują mamę. Wiedzieli o nas wszystko. - Mówiła powoli, próbując zapanować nad głosem i złami wydostającymi się z oczu. - Byli zdolni do wszystkiego.. - Wzięła głęboki oddech. - Musiałam... musiałam przekonać Cię, żeby mnie nie szukał. Nie mogłam... nie mogłam Cię narażać. - Wiedziała, że to wszystko będzie trudno, ale nie wiedziała, że aż tak.
- W tedy mnie okłamałaś, czy robiłaś to cały czas przedtem? - Zadał kolejne pytanie, jakby nie przywiązując żadnej wagi do tego co właśnie mówiła.
- Co?! - Spojrzała na niego.
- Kiedy kłamałaś?! - Podniósł głos, patrząc na nią przenikliwie.
- Paweł.. ja... Tylko mówiąc, że nie kocham mogłam przekonać Cię, żeby przestał mnie szukać! Tylko tak mogłam Cię ochronić! Nie wiem do czego byliby zdolni, gdybym utrzymywała z Tobą kontakt. Rozumiesz?! - Wyrzucała z siebie, płacząc. - Nawet nie wiesz jak było mi trudno, kiedy dzwoniłeś, pisałeś, przyjeżdżałeś, a ja musiałam przekonać Cię, że nic nie czuję! To było piekło przed którym musiałam Cię ochronić! Wiedziałam, że stracę Cię na zawsze, że mnie znienawidzisz, ale musiałam to zrobić! - Kończąc ostatnie zdanie poderwała się z kanapy i odkładając pierścionek na stół, wybiegła z mieszkania. Nie mogła tam dłużej zostać, nie mogła znieść jego wzroku... Kiedy wypadła przed kamienicę prawie nic nie widziała przez łzy wypływające z jej oczu. Ruszyła przed siebie.
Wiedziała, że nie powinna tam teraz iść, ale nie miała innego pomysłu. Próbując obetrzeć łzy, weszła do 'Oazy' rozglądając po znajomym wnętrzu. Za barem stała młodziutka blondynka, a Sylwia ścierała stoliki. Okońska dopiero po dłuższej chwili dostrzegła Majkę stojącą przy wejściu.
- Maja? Co Ty tu robisz? - Ruszyła w jej stronę. - O Boże.. - Dopiero po chwili w ciemny wnętrzu dostrzegła jej zaczerwienione i opuchnięte oczy. - Co się stało?
- ... - Bez słowa, wtuliła się w ramiona przyjaciółki wybuchając płaczem.
- Majka? - Gładziła jej głowę. - Co się stało? Nie płacz..
- Poszłam... poszłam...
- Byłaś u Pawła? - Odsunęła ją od siebie, spoglądając jej w oczy.
- ... - Przytaknęła tylko.
- Chodź... - Objęła ją ramieniem, prowadząc na zaplecze.
- Nie powinnam tu przychodzić.. Ale...
- Maja, proszę Cię, nie płacz... Poszłaś do Pawła i co? - Spojrzała na nią uważnie, kucając na przeciwko.
- Ja wiedziałam, że mnie nie chce znać, że.. Ale.. ten jego wzrok, taki... Zapytał mnie.. kiedy kłamałam.
- To znaczy?
- Kiedy mówiłam, że go nie kocham, czy że kocham.
- Sylwia! - W drzwiach pojawiła się Ola. - Chodź na moment..
- Już idę.. Majka, to wszystko jest trudne dla Was obojga. Powiedziałaś Pawłowi to co mi, prawda? Daj mu trochę czasu.
- Na co? Sylwia, Ty naprawdę myślisz, że.... Nie. - Pokręciła głową, ocierając łzy. - Nigdy się nawet nie łudziłam. Wiem, że to jest koniec, po prostu... chciałabym, żeby mnie zrozumiał.
- Zrozumie. - Uśmiechnęła się do niej ciepło. - Zaraz wrócę.
***
Przez chwile siedział z twarzą ukrytą w dłoniach. Próbował to wszystko jakoś ogarnąć. Majka wróciła, próbowała się tłumaczyć... W końcu wstał i wyszedł z mieszkania, trzaskając za sobą drzwiami. Był wściekły, ale nie wiedział dlaczego. Dlatego, że zniknęła bez słowa, czy dlatego, że nie potrafił z nią spokojnie porozmawiać i jej wysłuchać?
Może trochę podświadomie dotarł pod drzwi pubu, ale ostatecznie nie wszedł do środka. Potrzebował chwili samotności,a tego tam by na pewno nie znalazł. Ostatecznie trafił do parku. Usiadł na ławce i wyjął z kieszeni łańcuszek Majki. Od dnia kiedy Ola znalazła go pod 'Oazą' stale miał go przy sobie. Sam nawet nie wiedział po co.. Przecież obiecał sobie jakiś czas temu, że chce zapomnieć o Chojnackiej raz na zawsze, a tymczasem ten niewielki przedmiot skutecznie mu o niej przypominał. Chociaż utwierdzał go też w przekonaniu, że dziewczyna wróciła, to jednak nie potrafił sobie wyobrazić, że w końcu się spotkają, że będą musieli porozmawiać. Aż do tego dnia.
Ciągle miał przed oczami jej zapłakaną twarz, jej oczy przepełnione strachem. Ciągle słyszał, jak powtarzała, że nie miała innego wyjścia, że musiała go chronić...
Dla niego to była czysta
abstrakcja. Jak chronić, przed czym? Jeśli coś było nie tak,
przecież powinna mu w tedy powiedzieć... W tym momencie nie
potrafił jeszcze przyjąć jej tłumaczenia, przestać myśleć, że
po prostu uciekła bez żadnego słowa miesiąc przed ślubem, że
chociaż powtarzała, że go kocha, wcale tak nie musiało być.
Jej Gabi świetny ten rozdział ♥
OdpowiedzUsuńNiesamowicie przekazałaś emocje ♥
zapraszam do siebie :
http://trudno-kochac.blogspot.com/