Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2012

Część 10.

Tego dnia jak zwykle, po wyjściu matki do pracy, zjadła śniadanie i wyszła na zakupy. Kiedy po pół godzinie wróciła do domu, zatrzymała się gwałtownie w progu kuchni. Przy oknie stała Bożena. - Mamo? - podeszła bliżej, kładąc siatki na stole. - Co Ty tu robisz? - … - Bez słowa odwróciła się do niej przodem. Dziewczyna od razu dostrzegła w jej oczach strach i delikatnie iskrzące się łzy. - Mamuś.. - podeszła do niej. - Cisza trwała już zbyt długo... - Dzwonili? - … - przytaknęła tylko. - Przepraszam Cię kochanie. To znowu się zaczyna. - Mamo przestań. - Przytuliła ją do siebie. - Wszystko będzie dobrze.. - wyszeptała, chociaż sama też była przerażona. Bała się co je teraz czeka. Znaleźli je w Australii, więc czy w ogóle istnieje bezpieczne dla nich miejsce? Teraz czekało je pewnie kilka przeprowadzek, a potem? - Zaczekaj.. - odsunęła się delikatnie od matki, wyjmując z kieszeni telefon i wybierając odpowiedni numer. - Szymon? Możesz do nas przyjechać? Jak najszybciej... - poprosiła...

Część 9.

Kiedy się obudziła było kilkanaście minut po 9. Niechętnie otworzyła oczy i wstała, podchodząc do okna. Westchnęła widząc zachmurzone niebo. Termometr na oknem wskazywał zaledwie 5stopni. W Polsce na pewno było już bardzo ciepło i kolorowo od kwitnących kwiatów. Tutaj pomimo maja była zima. Uwielbiała ten miesiąc, dlatego też tak ciężko był jej się przestawić na warunki panujące w Australii. Narzuciła na ramiona szlafrok i przeszła do kuchni. Nalała sobie do kubka gorącej kawy z dzbanka i usiadła przy stole. Jej matka musiała wyjść do pracy dopiero nie dawno. Na kredensie zostawiła jej talerz kanapek. Sięgnęła po jedną zatapiając wzrok w widoku za oknem. Z zamyślenia po dłuższym czasie wyrwał ją dzwoniący telefon. - Cześć Szymon. - Odebrała, spoglądając przelotnie na wyświetlacz. - Hej. Co robisz? - Nic? - To zbieraj się. Mam wolne. Zabieram Cię w fajne miejsce. - Dzisiaj? Przecież zaraz będzie padać.. - spojrzała jeszcze raz za okno. - Nie marudź. Ubieraj się. Jestem za pół g...

Część 8.

Dzisiaj trochę dziwna, wprowadzająca w dalszą akcję część.. Ranek przywitał go promieniami słońca wpadającymi do sypialni. Niechętnie podniósł się, mrużąc oczy i przeciągnął się. Zegar wiszący na ścianie wskazywał wpół do 9. Od miesiąca kiedy przestał jeździć do Wiednia, pracował w każdą niedzielę. Powoli wstał i poszedł wziąć prysznic. Zjadł byle jakie śniadanie i wyszedł z domu. Do klubu przyszedł jako pierwszy i od razu zajął się papierkową robotą. Faktury i zestawienia zajęły mu trochę czasu i prawie już kończył, gdy usłyszał kroki na schodach. Kilka sekund później w biurze pojawił się Janek. - A Ty Zduński, nie masz nic innego do roboty w niedzielę? - Tak się składa, że nie. - Odparł z nutką ironii w głosie. - Pójdę na dół. Zaraz będzie trzeba otworzyć. - Zaczekaj jeszcze. - Zawadzki zatrzymał go. - Kiedy ta Młoda wraca? - Koło wtorku, środy.. - Okej. *** Tak jak powiedział Paweł, Malinowska po kilku dniach wróciła do pracy. W ramach podziękować za opiekę, jak ...